Odcięta od świata pierwszy ale nie ostatni raz

Po roku spędzonym na dolnośląskiej ziemii dostałam przeniesienie aż za Poznań. Miałam rozpocząć prace z osobami niepełonsprawnymi inteletualnie. Wejść w całkiem inny świat który znałam do tej pory – świat zdrowych ludzi.
Z jeden strony bardzo się cieszyłam..ulżyło mi że już nie bedę w tej wspólnocie gdzie nie ma miłości siostrzanej i zrozumienia za to były intrygii i knowania..przykre…a z drugiej strony ogarniał mnie strach przerażenie jak sobie TAM poradzę nie mając żadnego doświadczenia ani pojęcia o tym co mnie czeka i na czym ma tk naprawdę polegać moja praca.
Pożegnanie placówką było szybkie..czy bezbolesne??? Nie!!
Zostawiłam tam przyjaciół którzy przed wyjazdem do ,,krainy zesłania” zabrali mnie na wspaniałe wakacje w Bieszczady.Były to najlepsze wakacje w moim klasztornym życiu..czas dla Boga ale przede wszytskim dla ludzi, których postawił na mojej drodze.
Zostawiłam tam wspaniałą Siostrę moją hmmm… mentorkę można by rzec :) która nauczyła mnie wielu rzeczy związanych z zakrystią. Nieraz wpadałam do Niej aby się wygadać wypłakać…podrzymywała mnie na duchu ale i kiedy trzeba było potrafiła delikatnie rzecz ujmując ,,wyprostować” mój błędny tok myślenia DZIĘKUJĘ CI SIOSTRO
Zostawiłam tam ludzi ze wspólnoty która poznałam będąc na parafii a która mi tak wiele dała
Zostawiłam tam parafię…świetnych kapłanów :)
Kiedy nadszedł dzień wyjazdu zrobiło mi się jakoś dziwnie. Kolejne nowe miejsce nowi ludzie nowe zadania …
Odwoził mnie ks.XXX i S.XXX próbowali jak umieli rozładować atmosferę. W pewnym momencie nie wytrzymałam i zaczęłam płakać jak małe bezradne dziecko…które się boi..
Zatrzymaliśmy się w Świebodzinie aby podziwiać figurę Chrystusa Króla. Jedyne co zapamiętałam z tego to bicie serca które myślałam że wyskoczy mi z piersi. Czułam jak narasta we mnie strach, pnika i smutek i wciąż powracająca myśl JAK JA SOBIE PORADZE??!!
Dojechaliśmy do DPS-u w środku lasu gdzie dookoła nie ma nic prócz łąk i pól..przeszło mi przez myśl że nawet nie wiem w którą stronę uciekać…
Zostałam przywiatana bardzo ciepło przez tamtejsze SIOSTRY. Były ze mną moje dwie siostry rocznikowe -pomyślałam dam radę.
Po obiedzie s.Przełożona z s. Dyrektorką DPS-u zaproponowały mi zapoznanie się z moim miejscem pracy czyli z Domem Pomocy Społecznej dla dzieci i młodzieży – który będę nazywać zakładem …
Zgodziłam się
Poszliśmy wszyscy ks.XX i s.XX ..weszłam do środka i uderzyły mnie jasne kolory na ścianach takie wiosenne..Najpierw pierwsza grupa- dzieci z głebokim upośledzeniem
SZOK SZOK SZOK
Stanęłam w drzwiach i tak jakby mi ktoś odebrał władzę w nogach..jedna z Pań opiekunek wepchnęła mnie głebiej w sale ale widząc moje przerażenie odpuściła
Stałam przed dziewczynką która nie chodziła nie mówiła bo zamiast raczek miała krótkie kikuty…zdeformowana twarz…bez noska..Pomyślałam Boże ratuj…KsXX czuł się jak ryba w wodzie podchodził głaskał rozmawiał a ja stałam…i miałam dość
Weszliśmy do kolejnej sali to grupa druga umiarkowana- tu już kompletnie czułam się zagubiona ktoś wziął mnie za rękę..ktoś się przytulił i chciał coś powiedzieć ale ja nic nie rozumiałam…
Trzecia grupa to dzieciaki z lekkim upośledzeniem …weszłam tam i zamarałam..każdy coś mówił…podeszła do mnie GXXX i powiedziała : Nie bój się nas my Ci krzywdy nie zrobimy obiecuje…odpowiedziałam Nie boje się a ona na to Jak nie skoro cała się trzęsiesz…
Tylko ona to zauważyła..
Przełożona powiedziała żebym się rozpakowała dopiero kolejnego dnia..
Poszłam do siebie usiadłam przy walizce i znowu zaczęłam płakać do mojego pokoju -celi- wpadła moja rocznikowa..
Pyta CO ROBISZ
-ROZPAKOWUJE SIĘ JEŚLI TEGO NIE ZROBIĘ DZISIAJ JUTRO STĄD POJADĘ Z KS.XX I SXX
Ona dużo się nie zastanawiając rozsunęła moją walizkę i wszystko jednym ruchem wysypała na środek pokoju..
NO TO SIĘ ROZPAKOWAŁAM

Entuzjazm czy eutanazja radości

Kiedy jest się młodą siostrą pełną entuzjazmu trzeba liczyć się z tym że ta cecha będzie problematyczna.
Realnie na to patrząc jest to piękna cecha ale niekoniecznie w klasztorze.
Nigdy nie miałam problemu z nawiązywaniem nowych kontaktów wręcz przeciwnie przychodziło i przychodzi mi to z niezwykłą łatwością.
Okazało się jednak że ta cecha nie jest pozytywnie odbierana …
Często słyszałam żyjesz życiem świata innych… Ale jak tu nie żyć-czytaj myśl-życiem innych gdy przychodzi do Ciebie człowiek za którego jesteś albo powinnaś być odpowiedzialna z problemem który przerasta twoją wiedzę i zdolności.
Często tak miałam przychodzili do mnie różni ludzie wierzący niewierzący.
Młodzi czy starsi bez wyjątku…
Przychodzili po COŚ..
Siadałam w kościele i się modliłam..
BOŻE JAK IM POMÓC CO ZROBIĆ PRZECIEŻ TO NIE DO ROZWIĄZANIA PO LUDZKU.
Przychodzili po to by porozmawiać po to by się wygadać.
Nie były to proste rozmowy o połamanych paznokciach…
Były to rozmowy o cierpieniu
Wewnętrznych walkach
Zewnętrznych bitwach
Rozbite rodziny…depresje …smutek…żałoba po swoim życiu z tym spotkałam się bardzo często
Często pytano mnie
Siostro skąd w Tobie tyle radości??
Też się nad tym zastanawiałam bo często gęsto po ludzku patrząc powinnam siedzieć i płakać a było zupełnie inaczej…
Maska
Nie…maski opadają kiedy siegasz dna..
Mechanizm obronny??
Nie….mechanizmy są schematyczne i powtarzalne
Łaska??
Tak!!!
Zdecydowanie TAK
Kiedy było mi naprawdę ciężko modliłam się o to żeby Szef dał mi siłę dał mi radość..
Nie wiem jak widzicie Kościół i Siostry ale są one przedstawiane jako smutne zgorzkniałe infantylne ..
Niestety takie SIOSTRY widać to biedni ludzie i uwierzcie mi to nie jest obraz SIOSTRY naszych czasów..
Jest nadzieja…
Znam wspaniałe młode SIOSTRY które tryskaja Bożą radością i miłością
Słuchają natchnień Ducha Świętego i nie poddają się eutanazji radości..
Są takie..
Wspieram je modlitwą aby nie dały się złamać i zreFormować tego co mają piękne w sobie…
Jeśli spotkałeś/aś siostrę które jest smutna lub zgorzkniała nie dziw się…to wynik złej formacji i źle przeżywanych takich ważnych sfer życia jak świat emocji czy zwykła biologia…
Dlaczego SIOSTRY odchodzą
Mają trzy wyjścia
1. Zrozumieć i poznać swoją historię życia. Sfery życia takie jak kobiecość powinny być kształtowane niezwykle delikatnie i mądrze niestety w klasztorze mówię o swoim to pominięto a nawet gorzej wrzucono to w strefę tabu…
2. Mogą również nieudolnie chcieć walczyć z sobą z tym co naturalne nie mając wiedzy na ten temat ani doświadczenia i tu okazuje się szybko że jest to walka z wiatrakami…która osiąga swój punkt kulminacyjny w momencie kiedy siostra wyrobiła sobie mechanizmy obronne -tj obojętność cynizm ironia
3. Chyba rzadziej spotykane to odejście z klasztoru…niekiedy z wielkim skandalem ale częściej jako te które przegrały walkę z sobą…odchodzą ponieważ nikt mądry im nie pomógł…
OSKARŻENIA
To chleb którym żywi się szatan…ale i niektóre SIOSTRY podkreślam niektóre…
Kto oskarża ten się boi..
A boją się ludzie którzy dążą do władzy do spełnienia swoich chorych ambicji..
Walka o władzę…tak jest w klasztorze co widać choćby po tym jakie SIOSTRY są przełożonymi…
Albo marionetki albo lubię Cię bardzo…marionetkami można kierować bo nie myślą samodzielne A koleżanki…no przecież się nie przeciwstawia
Zdarza się że problem tkwi w przełożonej którą wszytsko pięknie ubiera w słowa Wola Boża lub Bóg tak chciał…
Pytam gdzie są wyźsi przełożeni??
Nie słyszą nie widzą czy jest ok wygodnie??
Kiedy dochodzi do sytuacji kiedy przełożona łamie prawo ludzkie i Boże choćby do wypoczynku …
Pytam gdzie jest problem??
W siostrach które mają święte prawo do wypoczynku choć to obce słowo w klasztorze czy w przełożone??
Która zamiast służyć rządzi w sposób nie do zaakceptowania!!
Na moje oko problem jest w jednej konkretnej osobie ale niestety jest koleżanką wyżej postawionych..
To smutne i deprymujace
Kiedy dochodzi do buntu co jest oczywiste i naturalne
Stajesz się tą złą tą wyklętą..
I Stajesz przed pytaniem
Wybieram entuzjazm
Czy
Eutanazję radości..

Trudna wspólnota

Pożegnanie ze Śląskiem było trudne
Na tej placówce zostawiłam cześć siebie.
Wyjeżdżałam z poczuciem winy że zraniłam kogoś na swojej drodze życia..
Często modliłam się za Yyy aby mi wybaczył i przede wszytskim żeby znalazł w swoim życiu kogoś wartościowego..
Nowa placówka miała być miejscem mojego być albo nie być..
Myślałam że przełożeni wezmą mnie do domu Prowincjalnego pod klosz..
Ich myślenie nie było moim..
Trafiłam do trudnej wspólnoty
Parafia duża ludzie wymagający księża również..
Pracowałam w męskim towarzystwie i ograniało mnie przerażenie że z deszczu trafiłam pod rynne…
Siostry w tej wspólnocie były mieszanką wybuchową charakterów osobowości…
Zakrystia i Kościół to były moje obowiązki musiałam nauczyć się robić wielkie kompozycje kwiatowe ..
Spotakałam tam wielu wspaniałych ludzi…którzy do tej pory towarzyszą mi na mojej drodze życia..
Przyjaciele którzy przetrwali ze mną i przeżyli to co najtrudniejsze..
Chcę podziękować właśnie Wam ;)
Księża okazali się niezwykle wyrozumiali choć ks.Proboszcz był wymagający ale dzięki Niemu i Siostrze pracującej w kancelarii ;) nauczyłam się wielu rzeczy..
Zostałam zaangażowana w pracę z młodzieżą..pomagałam przy bierzmowanych spotykałam się z nimj rozmawiałam..
Niestety zazdrość doprowadziła do tego że miałam zakaz uczestnictwa w jakiejkolwiek formie duszpasterstwa…
Jedna z sióstr umiłowała mnie wybitnie…
Cokolwiek działo się to była moja wina..
Nawet raz usłyszałam że umawiam się z chłopakami na Mszy świętej-tak na marginesie chłopak o którego chodzi jest Klerykiem ;) aktualnie
Nagonka której doświadczyłam doprowadziły do tego że całymi dniami pracowałam w kościele..
Robiłam wszytsko byleby nie wrócić za wcześnie do domu..
Żyłam w takim stresie że kiedy byłam w kaplicy miałam poczucie że robie coś źle że powinnam pracować pracować pracować..
Nie mogłam spać w nocy często łapały mnie nerwobóle..
Czerpałam siłę z modlitwy i z życzliwości ludzi którzy mnie otaczali poza wspólnotą…
Rozumiem że każda z nas jest inna że każdy ma swój bagaż życiowy..ale pytam czy to usprawiedliwia mnie i daje mi prawo krzywdzić innych??
SIOSTRY które to przeczytają będą zniesmaczone zgorszone…
Zapytam
Ile razy pomogłaś młodej SIOSTRZE??
Ile razy jej zazdrościłaś??
Ile razy knułaś i zmyślałaś różne brednie na temat drugiej SIOSTRY
Jak policzysz to pomyśl dlaczego to robisz!!!!
To co pisze jest trudne ale jest prawdą
Nie wybielam się ani nie bronie swoich postaw bo z perspektywy czasu i tego co przeżyłam wiem że nie byłam bez winy..
Wiele razy wchodziłam niepotrzebnie w dialog czy komentowałam coś głośno..
Infantylne podejście do rzeczywistości totalna nieodpowiedzialność za słowa to było to z czym spotykałam się na codzień..
Nieraz usłyszałam gorzkie słowa że takie siostry jak ja powinny być wyrzucane ze zgromadzenia.. że wszytsko co robie to pokazówka itd itp..
To był trudny rok nieraz płakałam ..
Ale doświadczyłam niezwykłej miłości Szefa ..błogosławił mi przez ręce kapłana każdego dnia!!!
Czas minął bardzo szybko.. przyzwyczaiłam się do ludzi a oni do mnie..
Młodzi wiedzieli że mogą przyjść pogadać pomodlić się..
Niektórym towarzyszyłam w trudnych sytuacjach życiowych w decyzjach na całe życie..
Szkoła przetrwania i nie zwariowania tak bym nazwała tą wspólnotę
Ona wciąż jest i modlę się aby siostry które tam są miały więcej miłości w sobie i patrzyły bardziej po Bożemu a nie po ludzku
Kolejny etap mojego życia zakonnego miał być zupełnie inny..