Odezwa

Moi kochani czytelnicy tak jak się spodziewałam tak też się stało…
Uderz w stół a nożyce się odezwa..
Mój blog w środowisku zakonnym budzi wiele kontrowersji..
Dlaczego???
Strach…obłuda…
Wiem że niektóre z zacnych Sióstr zastanawiają się nad tym co napisze na ich temat…moje Drogie .. napisze tylko i wyłącznie prawdę :)
Jest to mój subiektywny obraz… moje odczucia i uczucia.. cieszę się że poruszają to znaczy że trafiają na poddatny grunt a nie bezduszną skałe..
Nie pisze tego bloga źeby komuś zrobić na złość..skrzywdzić bo nie należę do takich ludzi..
Pisze po to aby opowiedzieć historię swojego powołania
Daru który dostałam od Boga pięknego jedynego w swoim rodzaju..a który przez ludzkie patrzenie został mi odebrany i…. zniszczony..
Pisze po to aby móc wybaczyć
To jest moje oczyszczenie kto ma serce zrozumie ..
Inny sie zbulwersuje a jeszcze inny przejdzie obojętnie..
Więc Droga Siostro jeśli już tu trafiłaś to przywiodły Cię conajmniej 3 powody
1 ciekawość i bardzo dobrze ;)
2 strach…tu już masz problem ;)
3 chęć bycia ze mną w tej drodze -gratuluję najlepsza postawa ;)
Kochani Czytający zostaw ślad po sobie …
Kliknij like zostaw komentarz ;)

O tym i owym

Opisy głupoty ludzkiej mogłyby zająć znaczną część tego bloga …
Ale wróćmy jeszcze raz do znakomitych założeń formacyjnych.
Wszytsko dosłownie wszystko tłumaczone było posłuszeństwem i Wolą Bożą. A tak się nie da… tak nie powinno to wyglądać bo sprawy duchowe stają się szare bure nijakie. W tej kwestii dochodziło do wielu absurdów. Mistrzyni tłukła nam do głów że ona ma zawsze rację powołując sie na definicję  ślepego posłuszeństwa i posłuszeństwa ,,trupa”. Bardzo interesujące stwierdzenia. Nie wzieła jednak pod uwagę wpisu aktualnego do naszych konstytucji że jest także dialog z przełożonymi.
Powiem tak wiele rzeczy robiłam z posłuszeństwa bo myślałam że tak trzeba ale stanął na mojej drodze człowiek który wyjaśnił i pokazał mi na czy życie zakonne polega…
Siostra Maria Bonawentura to ona tak naprawdę dla mnie była autorytetem i prawdziwą Mistrzynią!!!!
Kiedy przyszłam do zgromadzenia Siostra oficjalnie była już na emeryturze.
Postawna 75 letnia staruszka z duchem 20 latki mądrością wybiegającą poza wszystkie formatorki.
Mateczka bo tak ją nazwałam jak na czasy w których wstepowała była niezykle wykształcona.
Posiadała 4 fakultety studiów..
Przeszła przez większe stanowiska zakonne była przełożona, mistrzynią nowicjatu,prowincjalna a także jedną z radnych generalnych.
To kobieta tak wielkiego ducha i serca że nie potrafię tego ubrać w słowa. Towarzyszyła mi przez 8 lat w smutkach radościach rozterkach.
Do niej uciekałam z nowicjatu kiedy miałam dość głupoty Mistrzyni.
Pamiętam jak wpadłam po jednym z takich górnolotnych wykładów i opowiadam opowiadam a ona słucha i mówi
Kochasiu ale świetna komedie mi opowiadasz ;)
Potrafiła jednym zdaniem rozbić mój stres bunt..
Kiedyś przyszłam do niej i mówię
-Mateczko mam taka chcice no że szok ja chce dzieci faceta…
A ona na to z łagodnym uśmiechem delikatnością
-Kochasiu to wspaniale
-Jak to wspaniale?!!!
-Normalnie znaczy że jesteś piękna zdrową kobietą tylko się cieszyć..
- o raju….

Formacja czy deformacja

Zaczne chyba od tego ja nowicjat POWINIE wyglądać ;)niestety rzeczywistość mocno odbiega od ideału i założeń..no ale takie zycie..<br>
Nowicjat to 2 lata w domu formacyjnym <br>
Piewrszy rok to rok kanoniczny w którym spotykamy się z rodzinami tylko na święta Bożego Narodzenia i Wielkanocy poza tym jest to dwa lata kiedy&nbsp; nie korzystamy z telefonu internetu listy także były dawane tylko na święta…<br>
Czas szczególny kiedy wiele drzwi jest zamkniętych ale otwiera się to co masz w środku..dzięki wspaniałym formatorka można skorzystać z tego czasu w sposób przynoszący w późniejszym czasie piękne owoce…niestety naszymi formatorkami były siostry które kompeltnie sie do tego nie nadawały…<br>
Mistrzyni Postulatu wiele nas nauczyła i była osobą niezwykle delikatną chyba z tych 8 lat jakie spędziłam w klasztorze ona jedna była CZŁOWIEKIEM…<br>
Nasza Mistrzyni nowicjatu to była kompletna pomyłka…<br>
Osoba tak niekompetna niedojrzała ….nie….nie..nie…<br>
Zamiast wyciągnąć z nas to co piękne niszczyła wszytsko robiąc podziały w naszym nowicjacie…<br>
Teraz będę okrutna o to perełki formacyjne <br>
Miłość partykularna ….magiczne słowo którego niestety znaczenia pełnego nasza Mistrzyni nie znała a wspaniale nadużywała..<br>
Tłumacząc nam nasze relacje…więzi przyjaźnie wciąż slyszałysmy o tym ze są one złe bo są partykularne…<br>
Miłość partykularna polega na przylgnieciu do jednej osoby poza którą nie widzi się nic i nikogo wiecej -takie początkowe stadium homoseksualizmu jest ona oparta na motywach ziemskich czyli wchodzi w nią wątek seksualny…i tu pies.pogrzebany .<br>
Kiedy spytałam jak sie to ma do jakichkolwiek relacji miedzy siostrami Mistrzyni w swoim założeniu stwierdziła że nigdy nie wiadomo …no żesz kurdesz…naturalne jest tworzenie&nbsp; relacji opartch na przyjaźni zaufaniu oparciu ale nie można takich relacji nawiązywać z powodu zabarwien seksualnych..których uwierzcie mi nie było…<br>
To tak jak w szkole w pracy na podworku ..masz psiapsiółkę z którą dzielisz swoje piewsze sekrety a masz koleżankę z którą chodzisz do klasy…<br>
Niestety formacja niszczy poczucie tej normalności…<br>
Jak się domyślacie ja się zbuntowałam…oj…oberwałam za to…<br>
Chodziłam do obowiązków tych gdzie nikt nie chciał chodzić.<br>
Najczęściej był to ogród&nbsp; kuchnia infirmeria -miejsce gdzie sa starsze i chore&nbsp; Siostry. <br>
Nie zapomne jak kiedyś źle się czułam miałam gorączkę ból gardła wszytsko mnie bolało poszłam do Mistrzyni i.powiedziałam&nbsp; że nie dam rady iść do kuchni. Mistrzyni pod nakazem posłuszeństwa kazała mi iść..więc poszłam<br>
Zrobiło mi się słabo i Siostra&nbsp; z kuchni zadzwoniła że powinnam iść do nowicjatu bo źle wyglądam…dopiero po tym telefonie mogłam pójść na górę czyli do nowicjatu <br>
Mistrzyni tam na mnie czekała zadbała żebym odpoczeła dając mi za zadanie wyprasowanie sterty prania…<br>
Czym nas leczyła???!!!<br>
Kolejny hit!!pod posłuszństwem podowała nam jakieś chińskie tabletki herabtki kremy maści i pieron wie co..<br>
Ja tego nie połykałam a ziołami kwiatki podlewałam…i nikt nad tym nie miał żadnej kontroli…<br>
Tak na koniec…<br>
Czystość temat rzeka<br>
Piękny inspirujacy megenetyzujacy<br>
Wpajano nam że&nbsp; rozmawiając z mężczyzną nie możemy patrzeć mu w oczy -powód bo się zakochacie!!<br>
Jak to usłyszałam wybuchłam takim śmiechem że myślałam że nie wytrzymam..ale Mistrzyni nie dawała za wygraną i pogrążała się jeszcze bardziej…<br>
Uwrażliwiała nas na to że kiedy będziemy się witały np z Tata to nie możemy się uściskać na ulicy bo ludzie nie wiedzą że jesteśmy spokrewnieni i co sobie pomyślą no poezja powiem Wam <br>
Nie wytrzymałam i wybuchłam że takich bzdur w życiu nie słyszałam że robi Siostra patologie z czegoś co jest normalne zdrowe zwyczajne..<br>
Wylądowałam na dywaniku …kiedy Mistrzyni na mnie wrzeszczała ja siedziałam i patrzyłam i zero reakcji a ona prawie w furie wpadała…<br>
Kolejne etapy formacji będą jeszcze bardziej interesujące <br>
Moja Mistrzyni nie dawała za wygraną…<br>
Ja też…

Bardziej serio ważnie ale czy poważnie

Właśnie sobie zdałam sprawę z tego że nasz rocznik to była taka mieszanka wybuchowa z opóźnionym zapłonem. Każda z nas to odrębny świat dlatego też dość często dochodziło między nami do spięć..trzaskanie drzwiami niektórym ,,weszło w krew„ i  robią to do tej pory niestety. Nasza Mistrzyni miała z nami cieżko..ogarnąć coś co jest po ludzku nie do ogarnięcia. Temperamenty charaktery no a trzeba przynać każda z nas była wybitnie charakterna. Mądrość Mistrzyni polegała na dwóch rzeczach potrafiła nas rozładować bez detonacji i zniszczeń :) no i bardzo dużo się za nas modliła więc łaska Boża Jej towarzyszyła. Postulat był takim czasem kiedy każda z nas borykała się  z różnymi problemami. U mnie to przede wszystkim byli Rodzice którzy nie dawali za wygraną w kwestii mojego powrotu do domu. Odwiedzali mnie często dzwonili bardzo często…po odwiedzinach zazwyczaj chodziłam 3 dni do tyłu. Natężenie informacji emocji było mega duże. Telefony znosiłam lepiej. Czy tęskniłam? Tak czasami bardzo sądzę że dlatego moja Mama dzwoniła tak często bo to czuła….niestety…czasami chciała manipulować mną używając najróżniejszych sposobów. Chciała dobrze pytanie tylko dla Kogo?? Tato był powściągliwy a Brat w sumie szybko pogodził się z moim wyborem..
Dochodziło często to kłótni między mną a Mama. Z czasem sie do tego przyzwyczaiłam i uodporniłam.
Moja Mama w pewnym momencie zaczęła chorować bardzo poważnie . Naciskała żebym wróciła do domu i to był jeden z tych trudnych momentów kiedy po ludzku nie mogłam zrobić nic. Czułam się strasznie porzucić powołanie i wrócić do domu?? Czy zostać zaryzykować zaufać i oddac Bogu wszystko…wybralam drugą opcję  doprawiłam nowennę w inetncji Mamy oddałam Ją Jezusowi…wpadłam do Kaplicy z płaczem i bezradnością..uklekłam i w sercu zaczęłam sie modlić..
Panie chcę pełnić Twoja Wole tylko  Ty masz moc uzdrowić moją Mamę ja nie mogę nic weź Ją w Swą opiekę Niech się wypełni wola Twoja nie moja….
Trudna modlitwa niezwykle ryzykowna bo nie zawsze nasze plany są Jego planami…
Jednak poskutkowało Mama wróciła do zdrowia…dla mnie to wystarczyło to był cud…

W postulacie każda z nas wyjeżdżała na miesiąc na placówkę. Ja trafiłam na małą wioskę gdzie miałam pomóc Przełożonej – młodej energicznej osóbce w kościele i w domu ;)
A że ze mną wesoło bywa to jest związanych z moim pobytem tam parę ciekawych historii..
Pewnego dnia Siostra Przełożona mówi do mnie
Kochana zrób na śniadanie jajecznice..
Ok ;)
Przyszłam do domu i myślę sobie jest cebula to zrobie taką na wypasie..
Pokroiłam podsmażyłam i dodałam jajka…i tu Matulu ratuj ;) cebula była czerwona i puściła  kolor z żółtością jajeczka powstała jajecznica koloru…hmm…zielonego Bon a petite;)
Jedna z Sióstr zajmowała sie gospodarstwem w sumie tak tylko kury były więc je pielegnowała i o nie dbała. Kurki znosiły duuuużo jajek…Siostra postanowiła wyjechać na urlop więc mi w  udziale przypadła pielęgnacja kurek..karmienie pojenie. Siostra skrupulatnie przekazała mi co im dawać jeść i wyjechała. Minęły dwa dni a kury przestały znosić jajka i jakoś dziwnie na mnie patrzyły. Postanowiłam załatwić je od górnie i zaczęłam modlić się do świętego Franciszka patrona zwierząt na 4 dzień 5 JAJEK złapałam je w ręce i biegiem do przełożonej. Kiedy już byłam blisko okna wołam Przełożona JAJKA ….i…. łupu cupu jajecznica na chodniku… myślałam że się zapłacze wywinełam orła na lodzie i nie było co zbierać..ah te jajka..
Po 2 tygodniach Siostra wróciła jak się okazało głodziłam kurki bo dostawały raz pasze a nie dwa…no cóż ale jajka znosiły wzorowo :)

pół serio pół żartem

Dream team można by nas tak nazwać…tylko trzeba by było trochę tę teorię naciągnąć to może opisze trochę moje koleżanki bo będzie to ważne w późniejszych opowieściach :) oczywiście to jest tylko i wyłącznie mój odbiór subiektywny do kwadratu :)

1 JA – wariat któremu nie trzeba mówić da razy…wyszczekana, walcząca o swoje zdanie i broniąca go jak lwica..choć niezwykle wrażliwa i o dziwo delikatna, pracująca solidnie i dokładnie nauczona w domu prać sprzątać gotować jednym słowem sprawna :)

2 NXXX koleżanka z klasy z którą się trzymałam od samego początku jak się jednak później okazało nie zawsze na tym dobrze wychodziłam…

3 EXXX przypadek dość skomplikowany żeby nie powiedzieć mega….najstarsza z nas..przewrażliwiona na swoim punkcie, bardzo niska samoocena , konfliktowa

4 JXXXX cwana bestia :) dobre serce 

5 MXXX no tu miałam mega spiny dziewczyna nieogarnięta społecznie …nie wnikając w szczegóły

6 AXXXX wróciła po raz drugi do zgromadzenia cicha woda…

7. CXXXX rodzyneczek najmłodszy powołaniem i wiekiem – teraz wspaniała Siostra :) świadoma kobieta z pięknym powołaniem wtedy kapryśna dziewczynka :* S.CXXX jeśli to czytasz to wiesz że Cie kocham :P

Było mega subiektywnie teraz będzie na wesoło :)

Pierwsza noc w postulacie wchodzimy do naszych cel a tam łóżko, nocna szafka, krzesło i ….nic :) Przed spaniem siedziałyśmy w emaus- miejsce gdzie je się II śniadania i podwieczorki , pijemy herbatkę , rozmawiamy i nagle NXXX krzyczy – RANY ZAPOMNIAŁAM PÓJŚĆ NA FURTĘ PO PŁYTĘ A JUTRO JEJ BĘDZIEMY POTRZEBOWAĆ – mistrzyni przed wyjściem od nas kazała nam się czuć jak u siebie w domu to tak na marginesie- więc dużo nie myśląc mówię NO TO CHODŹMY -i tak wyszłyśmy z postulatu w piżamkach w misie i kropeczki w szlafrokach i biegiem na furtę…

Jak byłyśmy na I piętrze jedna z Sióstr staruszka z kulami mówi do Nas – ANIOŁECZKI WASZA MISTRZYNI JEST W KAPLICY a my na to NIE NIE NIE SZUKAMY MISTRZYNI BIEGNIEMY NA FURTĘ -

dobiegamy już prawie do furty a tu nagle…słyszymy KXXXX NXXXX WRACAJCIE NA GÓRĘ no i się wystraszyłyśmy więc jedna pobiegła w jedna stronę druga w drugą…okazało się że to nasz Mistrzyni nas wołała bo owa staruszka Siostra o kulach przybiegła do Kaplicy i od drzwi ,, krzyczała” szeptem MISTRZYNI POSTULANTKI UCIEKAJĄ TRZEBA JE ZŁAPAĆ

Więc jak już nas mistrzyni dogoniła to ze śmiechu nie mogła nic powiedzieć a jak opowiedziała to myśmy nie mogły wejść po schodach..no już nie mówiąc o tym że po korytarzach poza postulatem nie można chodzić w piżamach :) bo nie wypada :)

Jesteśmy w Kaplicy wychodzi Ksiądz Kapelan aby rozpocząć Różaniec klęka i mówi

In nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti.

YYYYY lekka konsternacja ale myślę sobie pewnie to taki zwyczaj ale On dalej

Gloria Patri, et Filio, et Spiritui Sancto,

sicut erat in principio et nunc et semper
et in saecula saeculorum. Amen.
O rany a to co ??!!! łacina….

Siedzimy w ławkach jak na tureckim kazaniu tylko mówiąc AMEN ze wszystkimi ale nagle słyszę jakiś pogłos

To moja koleżanka obok mówiła

Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony Owoc żywota Twojego Jezus. Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.  

a przy tym bujała się jakby miała chorobę sierocą…zaczęłam się tak strasznie śmiać że myślałam że z ławki wypadnę :) no a jak jedna się zaczęła śmiać to poszło lawinowo…no i był klops bo jedna z naszych wybuchała takim śmiechem że musiała wyjść z kaplicy…ah…ta łacina :)

Pewnego pięknego dnia Mistrzyni mówi do mnie i do AXX idziecie myć schody :) tylko je dobrze namoczcie zeby pasta odeszła.. Więc poszłyśmy z AXX no i zrobiłyśmy to co na Mistrzyni ,,kazała ” chlusnęłyśmy wiadrem w woda od góry do dołu…po drewnianych schodach pod którymi jak się później okazało był magazyn. Zaraz przyleciała Siostra i mówi DZIECI ZALAŁYŚCIE MI CAŁY MAGAZYN :) OJ…no Mistrzyni kazała DOBRZE  namoczyć lepiej się nie dało :)

MXXXX została poproszona o to aby odsmażyła pierogi od Mamy AXXX. Myśmy poszły do mycia ,,garów”. Wracamy a tam smród nieziemski OCTU a nie zapach pierogów :) okazało się że MXXX ,,odgrzewała” pierogi na occie nie czując jak to śmierdzi…a co to szkodzi :)

Mistrzyni powiedziała do EXXX żeby poszła wywiesić nasze pranie…no i ta poszła i posłusznie to zrobiła…roztrzepała wytrzepała i rozwiesiła ..niestety Mistrzyni nie wzięła pod uwagę tego że AXX zapomniała prania w ogóle nastawić :) więc BRUDNE pranie zostało starannie rozwieszone :) a co :)

dni miesiące…

Dni w klasztorze były do siebie w sumie bardzo podobne ale jakoś tak dziwnie się działo że co rusz działy się jakieś ,,inne” ciekawe rzeczy :) Zaczynało nas 4 a tu w kolejnych miesiącach dołączały do nas kolejne dziewczyny i tak 2 lutego było nas już 7..Siedem różnych światów…charakterów…historii życia i powołania..Okazało się że w moim roczniku nawet znalazła się dziewczyna z którą chodziłam przez 9 lat do jednej klasy. Początek nasze formacji mogłabym nazwać powolnym zatapianiu się w tym co zakonne..w tym co jest tajemnicze.Plan naszego dnia był stosunkowo napięty :

6.00 -na początku później 5.30 pobudka

6.00- medytacja czyli rozważanie Słowa Bożego

6.30 – Jutrznia modlitwa Psalmami

7.00- Msza Święta

8.00 śniadanie

8.30 Lekcja -czyli wykłady takie jak : Dogmatyka . Liturgika itd itp

9.30 II śniadanie szybka kawa :)

9.45 wychodziłyśmy do obowiązków.. różnych – kuchnia, ogród, opłatkarnia -miejsce wypieku opłatków wigilijnych oraz komunikatów i hostii, infirmeria- miejsce wydzielone w domu prowincjalnym gdzie przebywają starsze, chore i niesamodzielne Siostry, refektarz- stołówka gdzie wszystkie Siostry spożywają posiłki czasami furta- czyli miejsce gdzie się wchodzi do klasztorku, gdzie przebywają goście :) nasza praca najczęściej polegała na pomocy Siostrom odpowiedzialnym za dany obowiązek :) pracowałyśmy do 11.50

12.00 Anioła Pański modlitwa południowa w Kaplicy

12.10 obiad który kończył się myciem naczyń po posiłku :)

12.30/40 cześć z nas schodziła myć ,,gary ” czyli wszystkie olbrzymie garczki które kuchnia naprodukowała przy robieniu obiadu na 150 osób :)więc ZAWSZE było co myć :) no chyba że był post :P

13.00 dwie postulantki szły do Kaplicy na Adoracje przed Najświętszym Sakramentem :)

jak wracałyśmy po garczkach to w zależności od potrzeby ale co najmniej 4 razy w tygodniu szło się sprzątać schody- myć i froterować :) ściereczką i….nogą nie umiem tego wytłumaczyć ale tak najbardziej obrazowo froterka pod buta i wymachy nogą:) a było co froterować

15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego

15.20 Podwieczorek

16.00 Lekcje tak jak rano wykłady lub lekcje z Mistrzynią o i na temat Zgromadzenia

17.15 Nieszpory- popołudniowa modlitwa Psalmami

17.45 Różaniec Litania przypisana na dany dzień :) błogosławieństwo Apel Jasnogórski i modlitwy wieczorne

18.50 Kolacja

19.30 Rekreacja czyli czas na spotkanie z Siostrami :) 3 razy w tygodniu

20.30 wieczorne mycie ,,garów”

21.30 Posłuszeństwo czyli modlitwy wspólne i ogłoszenia dla postulantek od Mistrzyni np kto idzie do jakiego obowiązku itd itp

21.40 – ,,7″ minut na mycie i nie żartuje miałyśmy do dyspozycji 2 prysznice i łazienkę z wanna każda miała po siedem minut tak żeby się wyrobić i na 22.00 być już w łóżku :)

22.00 Cisza nocna Silencium Sacrum

Jeśli się któraś nie wyrobiła dostawała tak zwaną ,,pokutę” najczęściej była to modlitwa za kogoś :)

I tak każdego dnia z małymi wyjątkami….

Ponieważ nasz postulat był bardzo zróżnicowany pod względem…hmmm… każdym względem…wieku wychowania patrzenia na świat dochodziło do różnych sytuacji śmiesznych…radosnych..ale i smutnych …kłótni…i ostrej wymiany zdań…..

 

 

Kolejny dzień

Kolejny dzień…
Następnego dnia to jest 4 października wstałysmy z samego rana. Było coś koło godziny piątej zadna z nas nie mogła dłużej wytrzymać w łóżku..
Koło godziny 6 przyszła Mistrzyni aby sprawdzić czy jesteśmy już gotowe czy czegoś nam nie potrzeba..Podeszła do mnie i mówi Kochana wiesz kto do Ciebie przyjechał…ja na to ze no tak Mama Ciocia Wujek i Brat bo mieli przyjechać…ona no to są  i Jest Twój ulubiony TATO…Jak to usłyszałam musiałam usiąść z wrażenia łzy same popłyneły mi po policzku..Jednak miłość Ojca zwyciężyła dume bunt zaparcie..Bogu niech będą dzięki za ten mały  cud.
Zeszłam na dół gdzie w rozmównicy -miejscu gdzie Siostry spotykają się z odwiedzajcymi-czekała juz na mnie Rodzina..
Mama jak mnie zobaczyła w drzwiach tak wystrojona w prehistoryczne spódniczki od razu wpadła w płacz mówiąc Dziecko pojdziemy i ja Ci kupie nową spódnicę i bluzkę
Odpowiedziałam nie trzeba dziękuję ta mi wystarczy nie wygląda zbyt…hmmm..nowocześnie ale co tam przecież nie szata zdobi człowieka..
Po czym rzuciłam się w ramiona Tatusia i zaczęliśmy płakać oboje ..tak bez słów..trwalo to chwilę
Zaprosiłam ich do Kaplicy gdzie miało odbyć sie nasze oficjalne przyjęcie..poszli uff…teraz biegiem sie ogarnąć i zaczynamy nowa drogę..
Weszłyśmy ustawione od najstarszej powołaniem czyli piewrsza szłam ja..po mnie Nxx Exxxx i Jxxx. Serce waliło mi jak obłąkane cała się trzesłam jak galaretka. Uklękłyśmy na środku Siostry coś śpiewały później mówiły nie pamiętam nic oprócz bicia własnego serca i płaczu moich najbliższych. Mistrzyni powiedziała że mamy pocałować ,,ziemie”- taki zwyczaj później siostry całujä Krzyżyk bardzo nisko sie kłaniając..
Kiedy to robiłam  w sercu wypowiedziałam słowa Bóg mój i wszytsko moje -nie zdając sobie jeszcze wtedy sprawy że były to słowa świętego Franciszka patrona zgromadzenia..
Po tym przyjeciu była Msza niby  taka sama niby nic sie nie stało ale ja przeżywałam Ją jakoś zupełnie inaczej..nie umiem tego opisać.Wiedziałam jedno że to jest moje miejsce!!
Później był obiad który jakoś nikomu nie wchodził . Miałam ściągnięty żołądek serce i chyba wszytskie inne wnętrzności. Po paru godzinach Rodzina dojechała płacząc i patrząc jak macham im na pożegnanie o ironio losu z uśmiechem na twarzy i to nie miało sie zmienić przez kolejne lata….

Błogosławieństwo i wyjście z domu

Nadszedł dzień 3 października spakowałam się w dwie walizki i pełna entuzjazmu wsiadłam do samochodu gdzie czekała na mnie moja mama ciocia wujek i brat. Niestety mój tata nie chciał jechać razem z nami ale może od początku.

Był to deszczowy dzień.

Zastanawiałam się czy pójść po błogosławieństwo do rodziców którzy nadal nie akceptowali mojego wyboru. Wydaje mi się że czuli się oszukani ale nie mogłam inaczej wiedziałam że nie zaakceptują mojego wyboru i będą się wściekac. Wiem że to z miłości i troski ….

Weszłam do kuchni na korytarzu stały moje dwie walizki… Dziwne uczucie spakować się dwie walizki.. Zostawić wszystko co niby potrzebne a wziąć tylko to co najpotrzebniejsze..

Rodzice stali… Uklękłam przed Tata który zaczął płakać jak chyba nigdy w życiu.. Zrobił mi krzyżyk na czole mówiąc słowa które będę pamiętać do końca życia… 

Córko chociaż tej drogi nie akceptuje to błogosławię Ci ale pamiętaj tu jest Twój dom. I ja będę się modlił każdego dnia żeby cię Duch Święty natchnął i żebyś do domu a ja będę czekał na ciebie jak Ojciec na marnotrawnego syna…

Uwierzcie mi myślałam że serce mi pięknie po czym dodał żebym miała świadomość tego że Nigdy jego noga nie przystąpi furty klasztornej.

Podeszłam do Mamy która płakała i nic nie mówiła a może mówiła ale ja już nic nie słyszałam… Wstałam zapłakana wzięłam  walizki i wyszłam z domu wsiadłam do samochodu gdzie czekał już wujek z Ciocia i brat po chwili dołączyła mama i ruszyliśmy w drogę do Przemyśla..

Nie pamiętam co działo się w samochodzie czy ktoś coś mówiły tylko cisza panowała.. Tego nie wiem i nie umiem sobie przypomnieć.

Po wyjściu skierowaliśmy nasze kroki do furty gdzie otworzyła mam s.Jxxx Mistrzyni postulatu.. Weszłam do środka i powiedziałam do niej

To jest moje miejsce opuszczę je tylko w trumnie..No chyba że mnie wywala siła. Po latach okazało się że przepowiedział sobie przyszłość nie umarłam całkowicie choć czastka mnie uległa śmierci…. Nie opuściłam Zgromadzenia sama lecz mnie z niego wyrzucili… Przepraszam nie wyrzucili tylko nie dopuścili do odnowienia.. Ale wszystko po kolei.

Rodzina odjechała a ja czułam paradoksalnie radość pokój… Było nas na początku 4 jak się okazało ze względu na to że pierwsza się zgłosiłam do Zgromadzenia byłam najstarsza w roczniku powołaniem w sumie wiązało się to głównie z tym że zawsze szłam na pierwszy ogień jak trzeba było coś załatwić itd … Wieczorem ściągnielysmy ubrania w których każda z nas przyjechała włożyliśmy je do reklamówek z naszymi o imionami a dostałyśmy wzmian białe bluzki długim rękawem i plisowane spódnice na gumce koloru czarnego najlepsza zabawa była kiedy wstawalysmy z kolan bo spódnice zostały na podłodze po wszystkim poszłyśmy spać i jeszcze w pokojach gościnnych by następnego dnia przekroczyć klauzule…

Jak powiedzieć rodzicom

Trudne sprawy jak powiedzieć Rodzicom o swoich decyzjach zakładając że nie będą zadowoleni…

Jak pisałam wcześniej pracowalam przez jakiś czas w kancelarii parafialnej…Pewnego deszczowego dnia..Dwa tygodnie przed pójściem do klasztoru postanowiłam porozmawiać z Rodzicami o moich planach na przyszłość… Wyszłam z pracy z sercem na ramieniu pełna niepewności….Proboszcz powiedział że jak coś to drzwi na parafię są otwarte…

Mama siedziała przy stole i paliła papierosa Tato smażył powidło ze śliwek..Do tej pory pamięta jego zapach jakby to było kilka minut temu.. Usiadłam na krześle i mówię

-Tato Mamo muszę Wam coś powiedzieć..Tato… Usiądź..

-Przeciez widzisz że smażę i mi się przypadku..

Nabrałam powietrza w płuca i na jednym wydechu powiedziałam

-Mamo Tato 4 października idę do klasztoru sióstr xxx w Przemyślu wzięłam urlop dziekański…

Mama odpaliła kolejnego papierosa a Tato z automatu usiadł…

Zaczęło się trudne doświadczenie nie zrozumienia ze strony najbliższych…

Najpierw był wielki booommm jak to dlaczego zwariowałaś a później nie możesz tego zrobić co ze studiami… Okazało się że rozpętałam burze która owładneła całą rodzinę…Po tej kłòtni wyszłam z domu.. Płacząc poszłam do proboszcza który już zrobił melise i poprosił Axxx o przygotowanie pokoju gościnnego.Usiadłam i płakałam… Źle się czułam z tym że mnie nie rozumieją..Moje serce przenikał bòl…. Poszłam spać a przynajmniej próbowałam zasnąć..

Kolejnego dnia okazało się że już większą część Rodziny poinformowali moi Rodzice… Moja Chrzestna dzwoniła mówiąc że klasztor to sekta że mnie muszą czymś szprycować bo młody człowiek nie reaguje tak racjonalnie i spokojnie -to chyba zależy od dojrzałości stwierdzam po latach..

Myślę że ten czas był dla wszystkich trudny… Płynęły łzy.. Prośby a nawet groźby…

Jedynie mój Brat i  moja Babcia która wysłała Wujka z wyprawką dla mnie wspierali mnie …Ona to czuła..Ah te Babcie ah..Ci Bracia

Sesja

Sesja to czas burzy mózgów wśród studentów dla mnie postrachem była matematyka ktora zdałam jakimś cudem i geodezja. Tutaj niestety zrodził się problem. Mianowicie mój kolega podał mi gotowca niestety profesor zauważył cały proceder o dziwo nie wyrzucił nas z sali tak jak to uczynił z paroma innymi osobami ale napisał do mnie maila

Pani Kxx nie wiem jak to się stało ale egzamin Pani i kolegi Sxx jest taki sam??Jak to się stało prosiłbym o wytłumaczenie sytuacji…

Ponieważ kłamstwo ma krótkie nogi przyznałam się do tego że to ja ściągalam. No i jeden egzamin miałam w plecy termin poprawki był wyznaczony na 3 października a ja 4 miałam być już w klasztorze. Żeby dostać urlop dziekański musiałam mieć wszystkie wpisy. Postanowiłam zadzwonić do Profesora i umówić się na inny termin… Zadzwoniłam z drżącym sercem i mówię czy mogę zdać ten egzamin w innym wcześniejszym terminie w odpowiedzi usłyszałam że nie ma takiej możliwości… Wytoczyłam ciężkie działa mówiąc że 4 października idę do klasztoru. Chwila milczenia wydawała się wiecznością… Po czym Profesor zaprosił mnie za dwa dni do Krakowa na AGH gdzie wykładał żebym przyjechała zdać egzamin… 2 dni później wraz z moją przyjaciółką pojechałam zdać ten egzamin nie ucząc się nic i liczac na to że jeśli ma być zakonnica Szef sobie da z tym radę

Dotarłyśmy na AGH bez problemu… Profesor już na mnie czekał…

Zaprosił do gabinetu zaproponował kawę albo herbate odmówiłam bo ze stresu aż w głowie mi się kręciło.

Profesor wziął do ręki mój indeks i stwierdził że czas przejść do egzaminu….

Pytanie nr 1

Do jakiego klasztoru Pani idzie??? Myślałam że z krzesła wpadnę… Odpowiedziałam że do Fxxx

Pytanie nr 2

Czy ten klasztor jest klazurowy czy otwarty??

(Klauzura miejsce gdzie nie mają wejścia ludzie świeccy zakon klazurowy zanczy zamknięty nie wychodzi się na zewnątrz)

Odpowiedz Tak oczywiście ja do zamkniętego się nie nadaje

Pytanie nr 3

Czy będzie Pani utrzymywać ze mną kontakt???

Odpowiedz oczywiście że tak

Dobrze to ja już wszystko wiem wstawiam Pani 4.5 i jakby Pani chciała wrócić proszę przyjść zdać egzamin aby wiedza była adekwatna do oceny

Odpowiedz Nie wrócę i tak zdałam geodezja