Odcięta od świata pierwszy ale nie ostatni raz

Po roku spędzonym na dolnośląskiej ziemii dostałam przeniesienie aż za Poznań. Miałam rozpocząć prace z osobami niepełonsprawnymi inteletualnie. Wejść w całkiem inny świat który znałam do tej pory – świat zdrowych ludzi.
Z jeden strony bardzo się cieszyłam..ulżyło mi że już nie bedę w tej wspólnocie gdzie nie ma miłości siostrzanej i zrozumienia za to były intrygii i knowania..przykre…a z drugiej strony ogarniał mnie strach przerażenie jak sobie TAM poradzę nie mając żadnego doświadczenia ani pojęcia o tym co mnie czeka i na czym ma tk naprawdę polegać moja praca.
Pożegnanie placówką było szybkie..czy bezbolesne??? Nie!!
Zostawiłam tam przyjaciół którzy przed wyjazdem do ,,krainy zesłania” zabrali mnie na wspaniałe wakacje w Bieszczady.Były to najlepsze wakacje w moim klasztornym życiu..czas dla Boga ale przede wszytskim dla ludzi, których postawił na mojej drodze.
Zostawiłam tam wspaniałą Siostrę moją hmmm… mentorkę można by rzec :) która nauczyła mnie wielu rzeczy związanych z zakrystią. Nieraz wpadałam do Niej aby się wygadać wypłakać…podrzymywała mnie na duchu ale i kiedy trzeba było potrafiła delikatnie rzecz ujmując ,,wyprostować” mój błędny tok myślenia DZIĘKUJĘ CI SIOSTRO
Zostawiłam tam ludzi ze wspólnoty która poznałam będąc na parafii a która mi tak wiele dała
Zostawiłam tam parafię…świetnych kapłanów :)
Kiedy nadszedł dzień wyjazdu zrobiło mi się jakoś dziwnie. Kolejne nowe miejsce nowi ludzie nowe zadania …
Odwoził mnie ks.XXX i S.XXX próbowali jak umieli rozładować atmosferę. W pewnym momencie nie wytrzymałam i zaczęłam płakać jak małe bezradne dziecko…które się boi..
Zatrzymaliśmy się w Świebodzinie aby podziwiać figurę Chrystusa Króla. Jedyne co zapamiętałam z tego to bicie serca które myślałam że wyskoczy mi z piersi. Czułam jak narasta we mnie strach, pnika i smutek i wciąż powracająca myśl JAK JA SOBIE PORADZE??!!
Dojechaliśmy do DPS-u w środku lasu gdzie dookoła nie ma nic prócz łąk i pól..przeszło mi przez myśl że nawet nie wiem w którą stronę uciekać…
Zostałam przywiatana bardzo ciepło przez tamtejsze SIOSTRY. Były ze mną moje dwie siostry rocznikowe -pomyślałam dam radę.
Po obiedzie s.Przełożona z s. Dyrektorką DPS-u zaproponowały mi zapoznanie się z moim miejscem pracy czyli z Domem Pomocy Społecznej dla dzieci i młodzieży – który będę nazywać zakładem …
Zgodziłam się
Poszliśmy wszyscy ks.XX i s.XX ..weszłam do środka i uderzyły mnie jasne kolory na ścianach takie wiosenne..Najpierw pierwsza grupa- dzieci z głebokim upośledzeniem
SZOK SZOK SZOK
Stanęłam w drzwiach i tak jakby mi ktoś odebrał władzę w nogach..jedna z Pań opiekunek wepchnęła mnie głebiej w sale ale widząc moje przerażenie odpuściła
Stałam przed dziewczynką która nie chodziła nie mówiła bo zamiast raczek miała krótkie kikuty…zdeformowana twarz…bez noska..Pomyślałam Boże ratuj…KsXX czuł się jak ryba w wodzie podchodził głaskał rozmawiał a ja stałam…i miałam dość
Weszliśmy do kolejnej sali to grupa druga umiarkowana- tu już kompletnie czułam się zagubiona ktoś wziął mnie za rękę..ktoś się przytulił i chciał coś powiedzieć ale ja nic nie rozumiałam…
Trzecia grupa to dzieciaki z lekkim upośledzeniem …weszłam tam i zamarałam..każdy coś mówił…podeszła do mnie GXXX i powiedziała : Nie bój się nas my Ci krzywdy nie zrobimy obiecuje…odpowiedziałam Nie boje się a ona na to Jak nie skoro cała się trzęsiesz…
Tylko ona to zauważyła..
Przełożona powiedziała żebym się rozpakowała dopiero kolejnego dnia..
Poszłam do siebie usiadłam przy walizce i znowu zaczęłam płakać do mojego pokoju -celi- wpadła moja rocznikowa..
Pyta CO ROBISZ
-ROZPAKOWUJE SIĘ JEŚLI TEGO NIE ZROBIĘ DZISIAJ JUTRO STĄD POJADĘ Z KS.XX I SXX
Ona dużo się nie zastanawiając rozsunęła moją walizkę i wszystko jednym ruchem wysypała na środek pokoju..
NO TO SIĘ ROZPAKOWAŁAM

Entuzjazm czy eutanazja radości

Kiedy jest się młodą siostrą pełną entuzjazmu trzeba liczyć się z tym że ta cecha będzie problematyczna.
Realnie na to patrząc jest to piękna cecha ale niekoniecznie w klasztorze.
Nigdy nie miałam problemu z nawiązywaniem nowych kontaktów wręcz przeciwnie przychodziło i przychodzi mi to z niezwykłą łatwością.
Okazało się jednak że ta cecha nie jest pozytywnie odbierana …
Często słyszałam żyjesz życiem świata innych… Ale jak tu nie żyć-czytaj myśl-życiem innych gdy przychodzi do Ciebie człowiek za którego jesteś albo powinnaś być odpowiedzialna z problemem który przerasta twoją wiedzę i zdolności.
Często tak miałam przychodzili do mnie różni ludzie wierzący niewierzący.
Młodzi czy starsi bez wyjątku…
Przychodzili po COŚ..
Siadałam w kościele i się modliłam..
BOŻE JAK IM POMÓC CO ZROBIĆ PRZECIEŻ TO NIE DO ROZWIĄZANIA PO LUDZKU.
Przychodzili po to by porozmawiać po to by się wygadać.
Nie były to proste rozmowy o połamanych paznokciach…
Były to rozmowy o cierpieniu
Wewnętrznych walkach
Zewnętrznych bitwach
Rozbite rodziny…depresje …smutek…żałoba po swoim życiu z tym spotkałam się bardzo często
Często pytano mnie
Siostro skąd w Tobie tyle radości??
Też się nad tym zastanawiałam bo często gęsto po ludzku patrząc powinnam siedzieć i płakać a było zupełnie inaczej…
Maska
Nie…maski opadają kiedy siegasz dna..
Mechanizm obronny??
Nie….mechanizmy są schematyczne i powtarzalne
Łaska??
Tak!!!
Zdecydowanie TAK
Kiedy było mi naprawdę ciężko modliłam się o to żeby Szef dał mi siłę dał mi radość..
Nie wiem jak widzicie Kościół i Siostry ale są one przedstawiane jako smutne zgorzkniałe infantylne ..
Niestety takie SIOSTRY widać to biedni ludzie i uwierzcie mi to nie jest obraz SIOSTRY naszych czasów..
Jest nadzieja…
Znam wspaniałe młode SIOSTRY które tryskaja Bożą radością i miłością
Słuchają natchnień Ducha Świętego i nie poddają się eutanazji radości..
Są takie..
Wspieram je modlitwą aby nie dały się złamać i zreFormować tego co mają piękne w sobie…
Jeśli spotkałeś/aś siostrę które jest smutna lub zgorzkniała nie dziw się…to wynik złej formacji i źle przeżywanych takich ważnych sfer życia jak świat emocji czy zwykła biologia…
Dlaczego SIOSTRY odchodzą
Mają trzy wyjścia
1. Zrozumieć i poznać swoją historię życia. Sfery życia takie jak kobiecość powinny być kształtowane niezwykle delikatnie i mądrze niestety w klasztorze mówię o swoim to pominięto a nawet gorzej wrzucono to w strefę tabu…
2. Mogą również nieudolnie chcieć walczyć z sobą z tym co naturalne nie mając wiedzy na ten temat ani doświadczenia i tu okazuje się szybko że jest to walka z wiatrakami…która osiąga swój punkt kulminacyjny w momencie kiedy siostra wyrobiła sobie mechanizmy obronne -tj obojętność cynizm ironia
3. Chyba rzadziej spotykane to odejście z klasztoru…niekiedy z wielkim skandalem ale częściej jako te które przegrały walkę z sobą…odchodzą ponieważ nikt mądry im nie pomógł…
OSKARŻENIA
To chleb którym żywi się szatan…ale i niektóre SIOSTRY podkreślam niektóre…
Kto oskarża ten się boi..
A boją się ludzie którzy dążą do władzy do spełnienia swoich chorych ambicji..
Walka o władzę…tak jest w klasztorze co widać choćby po tym jakie SIOSTRY są przełożonymi…
Albo marionetki albo lubię Cię bardzo…marionetkami można kierować bo nie myślą samodzielne A koleżanki…no przecież się nie przeciwstawia
Zdarza się że problem tkwi w przełożonej którą wszytsko pięknie ubiera w słowa Wola Boża lub Bóg tak chciał…
Pytam gdzie są wyźsi przełożeni??
Nie słyszą nie widzą czy jest ok wygodnie??
Kiedy dochodzi do sytuacji kiedy przełożona łamie prawo ludzkie i Boże choćby do wypoczynku …
Pytam gdzie jest problem??
W siostrach które mają święte prawo do wypoczynku choć to obce słowo w klasztorze czy w przełożone??
Która zamiast służyć rządzi w sposób nie do zaakceptowania!!
Na moje oko problem jest w jednej konkretnej osobie ale niestety jest koleżanką wyżej postawionych..
To smutne i deprymujace
Kiedy dochodzi do buntu co jest oczywiste i naturalne
Stajesz się tą złą tą wyklętą..
I Stajesz przed pytaniem
Wybieram entuzjazm
Czy
Eutanazję radości..

Trudna wspólnota

Pożegnanie ze Śląskiem było trudne
Na tej placówce zostawiłam cześć siebie.
Wyjeżdżałam z poczuciem winy że zraniłam kogoś na swojej drodze życia..
Często modliłam się za Yyy aby mi wybaczył i przede wszytskim żeby znalazł w swoim życiu kogoś wartościowego..
Nowa placówka miała być miejscem mojego być albo nie być..
Myślałam że przełożeni wezmą mnie do domu Prowincjalnego pod klosz..
Ich myślenie nie było moim..
Trafiłam do trudnej wspólnoty
Parafia duża ludzie wymagający księża również..
Pracowałam w męskim towarzystwie i ograniało mnie przerażenie że z deszczu trafiłam pod rynne…
Siostry w tej wspólnocie były mieszanką wybuchową charakterów osobowości…
Zakrystia i Kościół to były moje obowiązki musiałam nauczyć się robić wielkie kompozycje kwiatowe ..
Spotakałam tam wielu wspaniałych ludzi…którzy do tej pory towarzyszą mi na mojej drodze życia..
Przyjaciele którzy przetrwali ze mną i przeżyli to co najtrudniejsze..
Chcę podziękować właśnie Wam ;)
Księża okazali się niezwykle wyrozumiali choć ks.Proboszcz był wymagający ale dzięki Niemu i Siostrze pracującej w kancelarii ;) nauczyłam się wielu rzeczy..
Zostałam zaangażowana w pracę z młodzieżą..pomagałam przy bierzmowanych spotykałam się z nimj rozmawiałam..
Niestety zazdrość doprowadziła do tego że miałam zakaz uczestnictwa w jakiejkolwiek formie duszpasterstwa…
Jedna z sióstr umiłowała mnie wybitnie…
Cokolwiek działo się to była moja wina..
Nawet raz usłyszałam że umawiam się z chłopakami na Mszy świętej-tak na marginesie chłopak o którego chodzi jest Klerykiem ;) aktualnie
Nagonka której doświadczyłam doprowadziły do tego że całymi dniami pracowałam w kościele..
Robiłam wszytsko byleby nie wrócić za wcześnie do domu..
Żyłam w takim stresie że kiedy byłam w kaplicy miałam poczucie że robie coś źle że powinnam pracować pracować pracować..
Nie mogłam spać w nocy często łapały mnie nerwobóle..
Czerpałam siłę z modlitwy i z życzliwości ludzi którzy mnie otaczali poza wspólnotą…
Rozumiem że każda z nas jest inna że każdy ma swój bagaż życiowy..ale pytam czy to usprawiedliwia mnie i daje mi prawo krzywdzić innych??
SIOSTRY które to przeczytają będą zniesmaczone zgorszone…
Zapytam
Ile razy pomogłaś młodej SIOSTRZE??
Ile razy jej zazdrościłaś??
Ile razy knułaś i zmyślałaś różne brednie na temat drugiej SIOSTRY
Jak policzysz to pomyśl dlaczego to robisz!!!!
To co pisze jest trudne ale jest prawdą
Nie wybielam się ani nie bronie swoich postaw bo z perspektywy czasu i tego co przeżyłam wiem że nie byłam bez winy..
Wiele razy wchodziłam niepotrzebnie w dialog czy komentowałam coś głośno..
Infantylne podejście do rzeczywistości totalna nieodpowiedzialność za słowa to było to z czym spotykałam się na codzień..
Nieraz usłyszałam gorzkie słowa że takie siostry jak ja powinny być wyrzucane ze zgromadzenia.. że wszytsko co robie to pokazówka itd itp..
To był trudny rok nieraz płakałam ..
Ale doświadczyłam niezwykłej miłości Szefa ..błogosławił mi przez ręce kapłana każdego dnia!!!
Czas minął bardzo szybko.. przyzwyczaiłam się do ludzi a oni do mnie..
Młodzi wiedzieli że mogą przyjść pogadać pomodlić się..
Niektórym towarzyszyłam w trudnych sytuacjach życiowych w decyzjach na całe życie..
Szkoła przetrwania i nie zwariowania tak bym nazwała tą wspólnotę
Ona wciąż jest i modlę się aby siostry które tam są miały więcej miłości w sobie i patrzyły bardziej po Bożemu a nie po ludzku
Kolejny etap mojego życia zakonnego miał być zupełnie inny..

Ślasku piękny…

Zakochanie to stan który trudno opisać racjonalnie…
Bałam się tego co czułam choćby ze względu na to że miałam zostacna dłużej na tej parafii
Dostosowałam się do wszystkiego czego oczekiwała ode mnie Przełożona…
Myślałam że skoro mam takie problemy sciągną mnie do domu Prowincjalnego…
Ogłoszenie woli Bożej jednak mnie uswiadomiło że tak nie będzie
Dostałam przeniesienie do parafii koło Wrocławia…
Duży Kościół…dużo Księży i jeszcze więcej ministrantów i lektorów..
Załamałam się…
Myślę sobie no nie jak tak można z deszczu po rynnę gorzej być nie może…
Odjeżdżałam ze Śląska z podwójnie rozdartym sercem..
Zostawiłam tam cząstkę siebie… do tej pory utrzymuje kontakt z Młodymi ;) zespół działa nadal ;)
Nasuwa mi się jeden cytat
,,Po owocach ich poznacie
Zanim jednak wyjechałam przeszłam egzamin z zakrystii..
Ksiądz Senior zawsze mi powtarzał że On mnie tak uczy uczy ale przyjdzie moment egzaminu…
Niestety Ksiądz Senior poważnie zachorował na tyle poważnie że ta choroba okazała się śmiertelną..
Kiedy przebywał w szpitalu ludzie na zmianę czuwali przy Nim…
Świadectwo tego który odchodził..
Pasterza który kochał swoją owczarnie…od ktorej wiele wymagał ale i wiele jej dawał..
Egzaminem z zakrystii okazał się pogrzeb Seniora…
150 księży i Biskup..
Miesiąc wcześniej przełożona kupiła do domu ornat koloru fioletowego a poświęcił go właśnie ks.Senior..
Założyłam sobie dwa cele…
1.Biskup będzie odprawiał w tym ornacie Msze pogrzebowa
2.Zaśpiewam psalm na melodię którą często śpiewałam a Senior śpiewał drugim głosem…
Pamiętam ten dzień…
Ciepły ale smutny..
Kiedy wszedł Biskup księża ucichli a kanclerz zwrócił się do mnie z pytaniem
Który orant jest dla Biskupa??
Wskazałam ten fioletowy..
Biskup stał i się nic nie odzywał
Za to kanclerz zaczął marudzić
A nie ma Siostra czegoś bardziej przewiewnego ?? Lżejszego
Powiedziałam
Mam ale nie dam…ten ornat święcił ks.Senior i śmiem twierdzić że Jego życzeniem byłoby odprawić w nim Mszę pogrzebowa..
Księża nagle zamarli Proboszcz zbladł..a kanclerz już otwierał usta kiedy to odezwał się ks.Biskup
Spełnie wole ks.Seniora
Rozpoczęła się Msza święta pogrzebowa..wyszłam zaśpiewać psalm i mnie ścisło
Nie dam rady przeszło mi przez myśl..
Popatrzyłam na trumnę i nagle zabarkło mi powietrza…
Duchu Święty ratuj…
I nagle wszytsko odeszło..
Zaczęłam śpiewać wierzcie mi lub nie ale czułam obecność Seniora toż obok mnie nawet się uśmiechnęłam …słyszałam naprawdę jak śpiewa ze mną..uczucie zupełnie dziwne ale przepiękne..
Uczucie przejmujące kiedy już na cmentarzu zostały wypuszczone gołębie które zatoczyły krąg nad naszymi głowami i poszybowały dalej..
Nieważne czy mężczyzna czy kobieta…starszy czy młody każdy uronił łzę smutku nostalgii straty..
Patrząc z nadzieją na piękne życie już tam gdzie wszyscy dążymy..
Odszedł Pasterz…
Egzamin został zdany
Po paru tygodniach przyjechał jakiś Ksiądz odprawić Mszę w naszym kościele. Przedstawiłam mu się
Szczęść Boże Siostra Małgorzata
Usłyszałam
Tak wiem kim SIOSTRA jest mówią o chrakternej siostrze zakrystiance którą ustawia nawet biskupów..
Wow ..

Zakochanie

Po 3 latach początkowej formacji stwierdziłam że nie ma opcji żeby Siostra zakonna sie zakochała… żebym ja się zakochała…
Jednak czas pokazał coś zupełnie innego…
Poznałam chłopaka.. kręcił się koło kościoła… pomagał tu i tam..
Na początku naszej znajomości stwierdziłam że katastrofa taki cwaniaczek – dam mu szkołę życia…
Zaczęłam z nim częściej rozmawiać…
Często zamieniło się w bardzo często ..
A długo zamieniło się w mega długo..
Telefonicznie smsowo zaczynałam go poznawać..
I nawet nie wiem kiedy ZAKOCHAŁAM SIĘ W NIM
Nasze rozmowy to nie były płytkie dialogi i pogodzie to były głębokie rozmowy o naszych problemach przeżyciach…
Okazał się niezwykle wartościowym inteligentnym i wrażliwym facetem choć charakternym jakich mało…
Kiedy potrzebowałam pomocy coś przenieść przekręcić podnieść- kiedy mógł nigdy nie odmówił pomocy…
Poznałam jego rodzinę…
Wspaniali ludzie …
Którzy niezwykle  dbają o ciepło rodzinne ale i o wiarę..
Uczucia stawały się na tyle silne że stwierdziłam DOŚĆ muszę mu powiedzieć i tu popełniłam BŁĄD
Poprosiłam go żeby przyszedł do zakrystii bo musze mu cos powiedzieć…
W sumie myślę że wiedział ponieważ nie był zbyt zdziwiony…
Przyszedł
Zapytał czy będę odnawiać śluby…
Powiedziałam że nie wiem…
Ale nawet jeśli nie to i tak nie będę z nim bo to nie wyjdzie…
Na naszą rozmowę weszła Przełożona…
I sie zaczęło…
Stałam jakby mi władzę w nogach odjęło..
Serce myślałam że mi wyskoczy..
Usłyszałam Małgorzata do domu !!!
I nie mogłam się ruszyć stałam sparaliżowana strachem przerażeniem..
Rozpacz..
Przełożona ponownie zawołała
Małgorzata do domu!!!
Yyy za zaczął do niej mówić przez Ty
Żeby mi nie rozkazywała…
Żeby nic mi nie robiła…
Że sama muszę podjąć decyzję a nie mogą mnie trzymać i zatrzymywać na siłę…
ZAWAŁ serca zaczęłam płakać i wybiegłam z zakrystii …
Nieoglądając się za siebie…
Wpadłam do domu spłakana wprost na s.Xxx
Powiedziałam jej że przełożona wie o Yyy..uciekłam do siebie..
Chciałam żeby świat przestał istnieć..
Chciałam zapaść się w ciemną otchłań bez dna..
Tak żeby nikt i nic mnie stamtąd nie wyciągnęło..
Przełożona zawołała mnie na rozmowę..
Trzesłam się jak galerata..
Spytała co to wszytsko ma znaczyć co się dzieje…
Chlipiąc i nie mogąc powiedzieć składnego zdania powiedziałam że
STAŁA SIĘ TRAGEDIA ZAKOCHAŁAM SIĘ W NIM I NIE WIEM CO MAM ZROBIĆ
na co przełożona odpowiedziała ze spokojem
NIE DZIWIĘ CI SIĘ CHŁOPAK MĄDRY ZDOLNY Z DOBREJ RODZINY
Oniemiałam…
Nie będzie krzyków straszenia potępieniem robienia ze mnie jawnogrzesznicy???
Nic z tych rzeczy
Przełożona okazała się niezwykle mądra
Spytała co chce zrobić
UCIEC i to jak najszybciej
Powiedziała mi że mam dwa wyjścia
1. Zadzwonić do Prowincjalnej i poprosić o przeniesienie w trybie natychmiastowym..
2. Zostać i stawić czoła uczucią i podjąć decyzję..
Pierwszą opcję miałam zamiar wybrać ale stwierdziłam że ucieczka nie odpowie mi na pytania które krzyczały w mojej głowie…
Zostałam…
Miałam oddać telefon..
Wykasować numer do Yyy
Zasada była jedna..
Zero rozmów sam na sam..
On wchodzi Ty wychodzisz..
Dostosowałam się do wszystkiego…
Wiele nocy przepłakałam
Na adoracjach wykłócałam się z Szefem
Czemu do cholery to mnie spotyka!!!!
Bolało mnie to kiedy słyszałam rozmowę Yyy z s.Xxx
Jak on mówił że nie mogą mnie na siłę zatrzymywać
A s.Xxx że póki noszę habit jestem jej Siostrą i będzie o mnie walczyć…
Chciałam stamtąd uciec…
Pojechałam do Przemyśla..
Powiedziałam prowincjalnej że nie donawiam ślubów w sierpniu na chwilę obecną ponieważ się ZAKOCHAŁAM
Usłyszałam w odpowiedzi A MYŚMY SIOSTRZE TAK ZAUFAŁY
Opadły mi ręce
Zaufały?? Przecież nie zrobiłam NIC złego… nasza relacja opierała się tylko i wyłącznie na rozmowach i byciu razem.. bez żadnych podtekstów…
Miałam świadomość tego że ta informacja pójedzie w świat jak świeże bułeczki.
Tak też się stało.
Przeszłam przez rozmowy z radnymi.. na 4 tylko jedna zachowała poziom rozmowy godny Siostry która wie czym są uczucia i jak wygląda życie.
Reszta ręce opadają
Targnęła mną złość kiedy
Początku rozmowy NO TAK TO ŻE JUŻ MASZ JAKIEGOŚ KOCHASIA TO WIEM TERAZ POWIEDZ KIM ON JEST
Wściekłam się przełykając złość powiedziałam JAK SIOSTRA MOŻE BYĆ TAK OKRUTNA SIOSTRA NIC NIE WIE I SIOSTRA NIE MA PRAWA TAK WYPOWIADAĆ SIĘ O TYM CHŁOPAKU BO GO SIOSTRA NIE ZNA..
Resztę rozmowy ja słuchałam ona mówiła i tak przetrwałam ten magiel…
W kaplicy wręcz krzyczałam było mi wstyd czułam się podle…
Nie wytrzymałam i pomimo oporów poszłam do Siostry Bonawetury
Z płaczem i ściśniętym gardłem siedziałam przed Nią i nie mogłam wydobyć z siebie głosu…
Zaczęłam
SIOSTRO JEST MI CIĘŻKO O TYM MÓWIĆ MAM NADZIEJĘ ŻE MNIE NIE POTĘPISZ ALE ZAKOCHAŁAM SIĘ NO NORMALNIE ZWYCZAJNIE..
Zapadło milczenie które dla mnie trwało jak wieczność
Nagle Mateczka uśmiechnęła się tak promiennym bananem że oniemiałam.
Powiedziała
MOJA DROGA PAN DAJĘ CI PIĘKNE ALE I TRUDNE DOŚWIADCZENIE
CIESZĘ SIĘ Z TEGO CHOCIAŻ WIEM ŻE CIERPISZ
DAŁ CI MOŻLIWOŚĆ WERYFIKACJI TEGO CO MU ŚLUBOWAŁAŚ
TERAZ DO CIBIE NALEŻY WYBÓR
POPATRZ NA SWOJE SIOSTRY ONE NIE MAJĄ POJĘCIA PRZEZ CO PRZYCHODZISZ ALE ZOBACZ ILE ZYSKUJESZ..
PAN DODA CI SIŁY TYLKO UFAJ…
Spłakałam się nie mówiąc nic..
Potem poszłyśmy razem na adoracje…
Poprosiłam o zmiane placówki
Nie wyobrażałam sobie zostać tam i spotykać Yyy moje serce i nerwy by tego nie zniosły..

Pierwsza placówka

Wyjechałam po nowicjacie z Woli Bożej = tak nazywają się roczne rozesłania Sióstr= na Śląsk…
Miejsce piękne urokliwie… a ludzie WSPANIALI
Obowiązek ZAKRYSTIA układanie kwiatów robienie dekoracji Szok…
Przyjechałam tam z sercem na ramieniu.. wspólnota 3 sióstr… ja Przełożona i s.Xxx Damy radę :-)
Ułożyć kwiatki to nie prosta sprawa w kościele który jest jak mi sie wydawało wielki
Pierwszą kompozycję układam 8 godzin totalny misz masz bez ładu i składu… po 8 h przyszła przełożona więc chciałam się pochwalić ze swego osiągnięcia
Mówię
-Niech Przełożona zobaczy jakie kwiaty ułożyłam
Stoimy przy ołtarzu aaa tuuu trach…
CAŁA ikabana z przed ołtarza wylądowała dwa schody niżej
Ręce mi opadły i zaczęłam płakać
Przełożona na to
- Chodź do domu zjesz coś napijesz się kawy i wrócisz i poprawisz..
Ale jak poprawić coś co leży połamane i rozwalone
Posłuchałam
Po godzinie wróciłam do kościoła
Uklękłam przed Tabernakulum i mówię..
-Szefie widzisz ja nie ogarniam …
Chcesz miec kwiatki to sobie je SAM ułóż
W pół ułożyły się wszystkie i o dziwo nawet ładnie wyglądały…
Dzięki  Szef ;)
Od tamtej pory kiedy robiłam cokolwiek związanego z manualną pracą tak się modliłam i ZAWSZE ZAWSZE wychodziło pięknie i co najlepsze to nie moja zasługa.
Parafia cicha spokojna..
Postanowiłyśmy stworzyć jakiś młodzieżowy zespół..
Za pierwszym razem śpiewałam ja bez instrumentów tak na sucho kiepsko..
Ksiądz proboszcz zrobił ogłoszenie..
Zgłosiła się dzieczyna którą pięknie gra na wszytskim CUDO
I tak zaczynałyśmy…
Po pewnym czasie pojawili się inni ;)
Były gitary klawisze skrzypce kontrabas saksofon i perkusja …mój żywioł
Kocham muzyke i ludzi więc czułam się jak ryba w wodzie
Prowadziliśmy Mszę świętą dla dzieci i młodzieży pomysł był prosty
Muzyka i zaangażowanie…
Piosenki z pokazywaniem na początku były traktowane sceptycznie a póŹniej oj działo się działo..
Tak powstał zespół Anieli w bieli ;)
Mam dwa przepiękne wspomnienia..
Pierwsze to liturgia Wielkiej Soboty..
Kiedy zespół zagrał i zaśpiewał Alleluja …
Z klaskaniem z dłonie cały Kościół przepełniło wielkonocne wezwanie..
Kościół to ludzie więc każdy śpiewał kto potrafił i mógł to klaskał..
Wyobraźcie sobie młodych uśmiechniętych ludzi którzy z całego serca i ducha śpiewają Alleluja..
To się udziela nie ma innej opcji..
A drugie wspomnienie to ..rekolekcje w sąsiedniej parafii
Zaangażowanie młodych przeszło moje oczekiwania..
Znaleźli swoje miejsca w kościele…
Każda chwila którą spędzałam z młodymi była dla mnie szkołą…wiedzieli -tak myślę -że mogą przyjść do mnie ZAWSZE bez względu na pore dnia i nocy z problemami ale i radościami życia ;)
Wspólne sprzątanie i ubieranie Kościoła na dożynki..
Mieszkańcy przywieźli cały wielki wózek owoców i warzyw.
Młodzi przyszli z pomocą
Stoimy na prezbiterium i układamy kompozycję w pewnym momencie Xxx krzyczy do koleżanki
-Przynieś kibel zboża!!
Stanęłam jak wryta noż kurde jaki KIBEL w kościele o co chodzi???
Pytam…
-O jaki kibel chodzi
-Siostro jak o jaki taki zwyczajny BIAŁY z rączką
Stoję dalej i patrzę ze zgrozą na drzwi kościoła po czym odzywa sie Xxx
- aaa bo Siostra nie zna śląskiego
My tu godomy na wiadro KIBEL
Normalnie kamień z serca
Ponieważ pochodzę ze wschodu gwara Śląska była mi zupełnie obca.
Kiedy ministranci nie chcieli żebym coś NIE zrozumiała zaczynali godać ..
Zaczęłam uczyć się ze słuchu co oznacza co w języku polskim..
Pożykaj za mnie – skojarzenie niezbyt przyjemne z wymiotowaniem a tu chodzi aby ktos się pomodlił
Oma w doma??
Ja yno nyno
Szfaje
Kragiel
Itd itp
W parafii był ksiądz Senior -wspaniały święty człowiek
Już po paru miesiącach pyta mnie
-SIOSTROOO GODOSZ JUZ PO NASZYMU
-yyy tak Książę staram się
-A TO POWIEDZ MI CO TO KISZKA
No ludzi no jak nie wiedzieć co to kiszka
Z pewnością z którą bym straciła dwie ręce w zakładzie odpowiedziałam
- no jak to co KASZANKA
Salwa śmiechu odbiła się echem od drzwi głównych w kościele
Stałam czerwona jak burak na środku zkarystii wypełnionej ministrantami i lektorami
I uwierzcie mi nie miałam pojęcia czemu się śmieją
KISZKA TO NIE KASZANKA TO KWAŚNE MLEKO I BĄDŹ TU CZŁOWIEKU MĄDRY

Profesja

Jadę autobusem więc mogę wykorzystać ten czas a napisanie jakiejś notatki
Czas nowicjatu był po to abyśmy mogły się przygotować do złożenia pierwszych ślubów.
Nie mogłam się doczekać kiedy będę mogła złożyć uroczyście śluby czystości ubóstwa i posłuszeństwa.. czekałam z wielkim zniecierpliwieniem.. nadszedł ten upragniony wyczekiwany dzień
21 sierpnia rozpoczęło się nasze bliskie przygotowanie.
Dzień skupienia
Każda z nas w ciszy rozeznawała czy chce służyć Bogu i czy to jej droga jej powołanie!!
Czy miałam wątpliwości???
Tak !? Tak!? Wiele!?
Czy dam radę żyć tymi radami ewangelicznymi
Podjęłam wyzwanie życia
Tak!! Chcę być Siostrą Zakonną!!! Ubogą!! Czystą!! Posłuszną!!!
Siostry Radne wraz z siostrą Prowincjalną podczas tajnego głosowania dopuściły mnie do złożenia ślubów.
22 sierpnia nastał ten upragniony i wyczekiwany dzień!
Przyjechała moja Rodzina Przyjaciele..
Mój Tato po drodze zarobił mandat na prędkość ale panowie w mundurkach potraktowali go ulgowo.
Dając mu najniższy mandat…. No bo jadę do córki do klasztoru na śluby..!!??? Hmmm.. to raczej nie była radość a efekt współczucia choć chyba nie ważne bo jak się mniej płaci to co tam
Kiedy już dotarli rozpoczęła się ceremonia ślubna.
Najpierw wraz ze śpiewem na ustach z wszystkimi siostrami w cudownym orszaku weszłyśmy do kaplicy. Mszę świętą odprawił mój Ksiądz Proboszcz w asyście innych kapłanów. Wygłosił piękne kazanie o tym czym jest powołanie!!! SKARBEM!!! Który trzeba strzec i o niego walczyć. Po kazaniu nadszedł czas modlitwy Litanią do Wszystkich Świętych podczas której każda z nas leżała Krzyżem.
Kiedy tak się modliłam prosiłam Boga o to aby dał mi łaskę wierności i wytrwania.
Po litanii nadszedł czas złożenia ślubów zakonnych
Trzymając Krzyż w ręku klęcząc przy ołtarzu odczytywały śmierci głośno formułę profesji
Ja Siostrą Maria Małgorzata
Ślubuję Bogu Najwyższemu czystość ubóstwo i posłuszeństwo według Konstytucji Zgromadzenia Sióstr św. Feliksa z Kantalicjo i przyrzekam żyć według Reguły Trzeciego Zakonu Regularnego św. Franciszka
Obieram sobie Pana Jezusa za mojego Oblubieńca i Pana
Najświętszą Matkę za moją Matkę i Panią
Świętego Franciszka za wzór życia ewangelicznego
A to zgromadzenia za moją rodzinę
Tę moją profesje składam na ręce Przełożonej Prowincjalnej i powierzam moje śluby Najświętszemu Sercu Maryii.!!!!
Po czym każda z nas podpisywała dokumenty na ołtarzu..
Na znak złożonych ślubów dostawałyśmy drewniany Krzyżyk do noszenia na szyi i czarny welon…
Rozpoczęłam nową drogę
Oddana Bogu!!
na zawsze!?
Bez sprzeciwu z wielkim zaufaniem..

Nowicjackie uroki

Byłabym niezwykle nieuczciwa gdybym pozostawiła Was z tak okrutnym obrazem nowicjatu…
Nowicjat to nowa droga..
Na którą dostajesz nowe imię..
Rodzisz się z Ducha
Miałam na imię Małgorzata co znaczy perła..
Za patronke swojego życia zakonnego ale i tego teraz obrałam sobie święta Ritę z Casi. Potężna Patronka
Jej specjalizacja sprawy trudne i beznadziejne =czyli Ja ;)
Niekiedy wykradałam się w nocy i szłam do KAPLICY
Ciemnej i cichej aby odpocząć w Jego ramionach…
Nie odczuwałam zniechęcenia wręcz przeciwnie trudne sytuacje rozmowy wydarzenia sprawiały że stawałam się coraz to mocniejsza i coraz bardziej utwordzona na drodze swojego powołania..
Mateczka za którą niezmiernie tęsknię towarzyszyła mi w tej drodze…
Kiedy wpadałam do Niej po błogosławieństwo żartowała że kiedyś przez okno z rozpędu wypadnę..
Znak KRZYŻA który kresliła na moim czole uswiadamiał mnie że ide z Nim przez swoje życie każdego dnia każdej chwili..
Doceniłam i zrozumiałam czym jest tak naprawdę błogosławieństwo..
Poznałam jego moc namacalnie…
Mateczka zapoczątkowała i uchyliła rombka tajemnicy czym jest BŁOGOSŁAWIEŃSTWO BOŻE które nam tak spowszedniało a jest niezwykłym darem…
Modliłam się wszędzie..
Brzmi dziwnie..
Ale kiedy robiłam coś w kuchni kiedy sprzatałam.. lub robiłam cokolwiek innego w myślach i sercu słałam do Szefa
W życiu duchowym nazywa się to aktami strzelistymi
Nad schodami na głównej klatce schodowej wiszą obrazki z różnymi pobożnymi cytatami…kiedy biegłam do obowiązku zawsze patrzyłam wybiórczo na jakiś i to byłam moja myśl dnia..
Nasze wspólne rekreacje były czasem oderagowania stresu nerwow..
Hmmmm… mam ochotę opisać kilka psikusów które zrobiłam w nowicjacie..oczywiscie nie sama
Kiedy umierała Siostra jej ciało w trumnie było wystawiane w pracowni na katafalku..
Ten katafalk stał na strychu piętro wyżej niż nowicjat. Często to myśmy go odnosiły na miejsce . Tak też było pewnego dnia. S.Prowincjalna poprosiła abyśmy odniosły katafalk na miejsce. Obie z s.xx wziełysmy go i obie wpadłyśmy na ten sam pomysł. Zamiast na strych wniosłyśmy go do jednej z cel s.rxx. Zapaliłysmy podgrzewacze i pięknie ułożyłyśmy na 4 końcach katafalku. Schowałysmy sie w celi obok i czekałyśmy jak  wróci s.Rxx
Wróciła i zobaczywszy nasz prezent w 5 sekund zmówiła całą litanie do Wszystkich Świętych… ponieważ bałyśmy się,,pokuty zastosowałysmy szantaż emocjonalny nie taki prawdziwy ale podziałało. S.RXX miała opowiedziane że jeśli powie Mistrzyni o katafalku następnym razem włożymy jej trumne … :)

Karpie oh karpie…
W domu prowincjalnym przebywa ponad 70 sióstr i np. przed Wigilią idzie sie do kuchni pomagać lepić pierogi…albo patroszyć karpie..
Jak myślicie którą opcje wybrała dla mnie s.Mistrzyni???
No rzecz oczywista karpie
Poszłyśmy z s.Axx
Początkowo tak dziwnie a póŹniej to już maszynowo szło 250 sztuk karpia…odcinając głowy s.xx wyciągała oczy z głów i chowała do kieszeni w gumowym fartuchu..
Zajęło nam to sporo czasu dlatego wróciliśmy do nowicjatu na podwieczorek czyli ok 15. Wchodzimy i mówimy że jesteśmy i ze pójdziemy sie kąpać ale nieee Mistrzyni kazała nam usiąść do stołu… tragedia..
No to siedamy i nagle widze błysk w oku s.xx wiedziałam wiedziałam że ona to zrobi.. i zaczyna..
-siostro mistrzyni mamy dla siostry prezent
No co Mistrzyni oh… nie trzeba było..
I co robi s.xx!!! No wyciąga te oczy i na rękach podstawia pod oczy Mistrzyni.
Myślałam że na zawał zejdzie tak się wsciekła …i co zrobiła.. wysłała nas do łazienki- a nie można było tak od razu ;)
Święty Franciszek kochał zwierzęta my jako Jego duchowe córki również.
Siostra z ogródu przyniosła nam jaskółke ze złamanym skrzydłem.. Postanowiłyśmy się nią zająć bo jak nie my to kto
Trwały rekolekcje więc w nowicjacie spały siostry które przyjechały na nie.
No milczenie milczeniem ale… o naszym nowym nabytku szybko się dowiedziały
Naszą jaskółke karmiłyśmy złapanymi muchami i nie tylko
Niestety skrzydło nie chciało się zagoić wdała się jakaś infekcja
Szybka decyzja
Trzeba zdezynfekować
Operację rozpoczęliśmy na desce do prasowania WSZYSTKO przygotowane niestety nie miałyśmy tak poszerzonej wiedzy medycznej jak na przykład dzisiaj ja
Dużo nie myśląc polałyśmy rane wodą utleniona…
No o nasza jaskółka dostała chyba zawału z bólu i umarła nam na stole operacyjnym
Postanowiłyśmy ją pożegnać godnie
Została napisana klepsydra
Czas odprowadzenie zwłok do śmietnika godz 13.00
Wszystkich chętnych zapraszamy
Okazało sie że machnęłyśmy sie w dacie o dwa dni
Oczywiście ptaszka zakopałysmy w ogrodzie zaraz po operacji
Po dwoch dniach przyszła jedna z rekolektantek i pyta
-Małgorzata skoro ten pogrzeb był dopiero DZISIAJ  to gdzie wyście tego ptaka trzymały
Dużo nie myśląc odpaliłam
- No jak kto gdzie??!! W zamrażalniku
I tak w ciągu 30 minut nasza lodówka opustoszała z wszelkih produktów spożywczych należących do rekolektantek ;) oj…

Nowicjatu ciąg dalszy

Dłuższa przerwa wybaczcie…
W czerwcu dużo się u mnie dzieje…
Na czym skończyłam chyba na nowicjacie…
Przekonałam się że ufać można niewielkiej ilości osób…
Mistrzyni która powinna być bezstronna dyskretna okazała się zupełnie inna..wygórowane oczekiwania ?? Nie sądzę..
Nowicjat jest tak ważnym i niepowtarzalnym czasem że mistrzynie powinne być dobierane niezwykle odpowiedzialnie Przede wszystkim powinny mieć do tego odpowiednie przygotowanie formacje…i być ludźmi modlitwy i przykładu…
Niestety moja Mistrzyni jak się okazało wynosiła wiele rzeczy poza nowicjat.
Dyskrecja dała w łeb… zobowiązanie do tajemnicy również..
Przykrym doświadczeniem było kiedy jedna z Sióstr strzeliła tekstem o mojej rodzinie konkretnym zdaniem które powiedziałam na rozmowie z moją sławienną Mistrzynią.
Nasz czas w nowicjacie nie był czasem zmarnowanym…. ale czasem który mnie wiele nauczył… dobrych i złych zachowań…
Nauczyłam się jak zaufać Bogu gdy wszystko traci sens.. jak trwać na modlitwie  na kolanach czasami nawet do krwi .. wraz z moim siostrami
Dwiema bardzo bliskimi z którymi na dzień dzisiejszy nie mam kontaktu wiele przeszłyśmy
Złamałam wiele reguł zakonnych…
Miałam telefon do kontaktu z moim kierownikiem duchowym… dostałam go od Mateczki …. rozmawiałam z nim o tym co działo sie w nowicjacie i we mnie.
Tylko raz zadzwoniłam do domu do Mamy a później do Taty żeby usłyszeć ich głos bo bardzo tęskniłam… wiedziałam że nie mogę się odezwać bo Mama albo Tato mogliby się przy jakiejś okazji wygadać…
Dzięki  ks.Xxx przeżyłam pierwszy rok
Nie miałam zaufania do Mistrzyni a wiele się we mnie działo..
To było trudne doświadczenie..
Pan Bóg postawił na mojej drodze dwie Siostry.
JEDNA  o rok młodsza którą przyjełam całym sercem…
Drugą straszyła nas Mistrzyni a okazała się wspaniałym człowiekiem
Mimo że nasze życie potoczyło się zupełnie inaczej niż tego oczekiwałyśmy pamietam na modlitwie i o jednej i o drugiej..
Słowa nie wystarczyły… nasze drogi się rozeszły
Choć obie nadal są bliskie mojemu sercu to życie wiele weryfikuje..
Drugi rok nowicjatu był niezwykle trudny
Mistrzyni robiła takie rzeczy że jak sobie je przypominam to z jednej strony ogarnia mnie złość a z drugiej płakać mi się chce.
Doprowadziła między nami do podziału. Robiła wszytsko żeby mnie złamać.
Pewnego dni kiedy przeglądałam starą bibliteczkę w nowicjacie znalazłam książkę z której wypadł obrazek z napisem
NIE DAĆ SIĘ ZŁAMAĆ TO CNOTA SKAŁ DĘBÓW I WIELKICH DUSZ
od tamtej pory aż po dzsiejszy dzień te słowa towarzyszą mi w mojej drodze życia…
Styczeń był pamiętnym miesiącem ale nie ze względu na to że mam wtedy urodziny ale ze względu na to że narozrabiałam
Mój stan psychiczny nie był zbyt dobry musiałam się wygadać  ale do kogo???!!
Do Mistrzyni która rozniosłaby wszytsko po całym zgromadzeniu???!!
W nocy złamałam klauzurę i poszłam do jedenej z Sióstr oczywiście skończyło się to aferą…
Pewnie gdyby była inna S.Prowincjalna to już wtedy musiałabym opuścić klasztor..
Ale że prowicjalna była wtedy wspaniała kobieta to doszło do konfrontacji miedzy mną a Mistrzynią na forum nowicjatu..
Pamiętam jak dzisiaj jak Mistrzyni siedziała koło mojej współsiostry która jak się okazało serdecznie mnie nie trawiła..
Ja siedziałam a w ręce trzymałam relikwie Matki Angelii naszej Założycielki…
Nie będę wnikać w szczegóły ponieważ nie ma to sensu..
Skończyło się na tym że ta Siostra musiała opuścić zgromadzenie… a dwa dni wcześniej krzyczała do mnie że zrobi wszystko żeby mnie wywalili…
Był taki moment podczas tej rozmowy który pokazał bardzo ale to bardzo wiele…
Kiedy Mistrzyni się wypowiadała s.sxx wchodziła jej non stop w zdanie ale Mistrzyni to akceptowała i nie reagowała.. Kiedy ja chciałam wejść jej w zdanie usłyszałam
Milcz teraz Ja mówię…
Wtedy właśnie zareagowała Prowincjalna mówiąc jaka jest różnicą  między mną a s.xx skoro JEDNA  może przerywać Mistrzyni a druga nie…
Zaczęła się ostra wymiana zdań ale nie z Mistrzynią ale z s.xx
Prowicjalna skończyła spotkanie mówiąc że ma nadzieję że  s.xx spakuje swoje rzeczy i wróci do domu bo NIKT NIKOGO W KLASZTORZE NA SIŁĘ NIE TRZYMA
s.XX wyprowadziła się z naszego wspólnego dormitarza- duża sala podzielona na ,,cele” ściankami z zasłon- oczywiście za zgodą Mistrzyni
Mistrzyni przestała ja wysyłać do obowiązków
S.XX przestała chodzić na wspólne pacierze na co również zgodziła się Mistrzyni
Na jednym z posłuszeństw – wieczorne spotkanie w nowicjacie z podaniem intencji i rozdzieleniem obowiązków-  zabrałam głos
POWIEDZIAŁAM
KOCHANE SIOSTRY GDYBYM KIEDYKOLWIEK CHCIAŁA ODEJŚĆ ZE ZGROMADZENIA TO PROSZĘ WAS TUTAJ W TYM MIEJSCU ZACIĄGNIJCIE MNIE DO KAPLICY BO TAM JEST MIEJSCE PODEJMOWANIA TAKICH DECYZJI
Mistrzyni się wściekła kolejny raz…
Jak mogę zwracać jej uwagę że robi coś źle ze źle prowadzi s.XX
Powiedziałam jej tylko tyle
S.Mistrzyni to jest moja prośba i nic więcej
Po 3 dniach okazało się że kiedy byłyśmy w obowiazkach nasza Siostra  odeszła z nowicjatu.
Dowiedziałyśmy się o tym od sióstr domowych nie od Mistrzyni
Pewnie zastanawiacie się co wtedy czułam
To byłam plejada uczuć
Różnych czasami bardzo skrajnych..
Wiedziałam jedno że  Szef mimo wszytsko mnie prowadzi że daje siły bym  to wszystko przeszła że  daje mądrość abym wyszła z tego bardziej doświadczona
Pamiętam jak szłam po schodach i powtarzała wciąż półgłosem
NIE DAM SIĘ ZŁAMAĆ
NIE DAM SIĘ ZŁAMAĆ
jedna z Sióstr mnie zaczepiła i mówi
PAMIĘTAJ DWIE RZECZY
PRAWDA WYJDZIE CHOĆBY PO 100 LATACH
PRAWDA SIĘ ZAWSZE OBRONI I WYJDZIE RĘKĄ OBRONNĄ Z NAJTRUDNIEJSZYCH SYTUACJI
tak właśnie było i jest w moim życiu

Odezwa

Moi kochani czytelnicy tak jak się spodziewałam tak też się stało…
Uderz w stół a nożyce się odezwa..
Mój blog w środowisku zakonnym budzi wiele kontrowersji..
Dlaczego???
Strach…obłuda…
Wiem że niektóre z zacnych Sióstr zastanawiają się nad tym co napisze na ich temat…moje Drogie .. napisze tylko i wyłącznie prawdę :)
Jest to mój subiektywny obraz… moje odczucia i uczucia.. cieszę się że poruszają to znaczy że trafiają na poddatny grunt a nie bezduszną skałe..
Nie pisze tego bloga źeby komuś zrobić na złość..skrzywdzić bo nie należę do takich ludzi..
Pisze po to aby opowiedzieć historię swojego powołania
Daru który dostałam od Boga pięknego jedynego w swoim rodzaju..a który przez ludzkie patrzenie został mi odebrany i…. zniszczony..
Pisze po to aby móc wybaczyć
To jest moje oczyszczenie kto ma serce zrozumie ..
Inny sie zbulwersuje a jeszcze inny przejdzie obojętnie..
Więc Droga Siostro jeśli już tu trafiłaś to przywiodły Cię conajmniej 3 powody
1 ciekawość i bardzo dobrze ;)
2 strach…tu już masz problem ;)
3 chęć bycia ze mną w tej drodze -gratuluję najlepsza postawa ;)
Kochani Czytający zostaw ślad po sobie …
Kliknij like zostaw komentarz ;)